JEZUS CHRYSTUS – OBRAZEM MIŁOŚCI BOGA DO CZŁOWIEKA

„Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam…Bóg jest miłością” (1 J 4, 16) – pisze św. Jan, umiłowany uczeń Chrystusa, naoczny świadek Jego słów, czynów i dramatu Kalwarii.

Wydając własnego Syna, Bóg objawił się jako Ten, który daje Siebie samego, wierny Swojej miłości do człowieka i świata, wyrażonej w dniu stworzenia. Zraniony przez nieposłuszeństwo i pychę swoich wybranych, ?usprawiedliwia? ich w Sercu umiłowanego Syna, gdyż Miłość Odwieczna jest większa od grzechu, od słabości, potężniejsza nawet od śmierci, stale gotowa dźwigać, przebaczać, wychodzić na spotkanie marnotrawnego dziecka[1]. Tak oto człowiek – pogrążony w bezsilności wobec zła i śmierci, zanurza się w sam środek tajemnicy Bożego Miłosierdzia, Obliczem którego jest Jezus Chrystus.

Jezus Chrystus – Miłosierdziem Boga

Przystępując do urzeczywistniania Bożych zamiarów względem ludzi, Jezus pragnął upodobnić się we wszystkim do swoich braci, aby osobiście odczuć nędzę tych, których przyszedł zbawić. Miłosierna miłość Boga staje się „widzialna” w Chrystusie i przez Chrystusa, przez Jego słowa i czyny, a w ostateczności przez Jego krzyżową śmierć i Zmartwychwstanie.

Uobecniając Boga Miłosierdzia, Chrystus czyni miłosierdzie jednym z najważniejszych tematów Swego nauczania. Kieruje je do ludzi ubogich, a nade wszystko do grzeszników, którzy w oczach „mądrych tego świata” nic nie znaczą i są zepchnięci na margines życia.

Bóg, jako doskonała Miłość, nigdy nie pozostaje bierny wobec Swego umiłowanego stworzenia, gdyż nie może zaprzeć się Siebie samego (2 Tm 2, 13). Przynaglany miłością, wychodzi na spotkanie ukochanej osoby, szczególnie wtedy, gdy zagraża jej niebezpieczeństwo. Człowiek, błądzący po ścieżkach życia w ciemności grzechu, przyciąga Serce Boga. Kochając, szuka On wytrwale własnego dziecka, jak pasterz zbłąkanej owieczki (por. Łk 15, 3-7).

Gdy człowiek, świadomy swej słabości, zbliża się do Boga w pokorze i skrusze, On okazuje mu nieskończoną czułość; gładzi wszystkie jego grzechy i ?stwarza go ponownie?, przywracając godność dziecka Bożego.

W tym miejscu można dotknąć samej istoty Bożego Miłosierdzia, która w sposób niezwykle wymowny odsłania się w przypowieści Jezusa o synu marnotrawnym (por. Łk 15, 11-32). Służy temu nie tylko słownictwo, lecz przede wszystkim analogia, pozwalająca zrozumieć tajemnicę miłosierdzia.

Syn, z chwilą otrzymania od ojca części majątku, wyruszył w dalekie strony, i żyjąc rozrzutnie, utracił całe bogactwo. Symbolizuje on człowieka wszystkich czasów, począwszy od tego, który został obdarowany łaską życia w zjednoczeniu z Bogiem. Będąc szczęśliwym, uległ jednak pokusie pychy, a nieposłuszeństwo swemu Stwórcy pozbawiło go pierwotnej świętości. Przypowieść dotyka więc w tym miejscu każdego zerwania więzi miłości, każdego grzechu.

Tenże syn, gdy wszystko wydał, zaczął cierpieć niedostatek (por. Łk 15, 14). Jego sytuację pogarszała klęska głodu, nawiedzająca krainę, do której udał się, porzucając dom ojca. Będąc na skraju nędzy, pragnął pożywić się czymkolwiek, aby nie umrzeć z głodu, lecz w oczach pracodawcy nie zasługiwał on nawet na strąki, którymi żywiły się świnie.

W tym miejscu ukazane jest wnętrze człowieka. Syn otrzymał od ojca znaczną część majątku, dziedzictwo, które sytuowało go na wysokim miejscu wśród ludzi. Jednakże ważniejsza od dóbr materialnych była synowska godność. W momencie krańcowego poniżenia, gdy stracił cały swój majątek, pozbawił się również swej godności. Uświadamiając sobie dramat zmarnowanego synostwa, podejmuje decyzję powrotu do domu. Wie, że po swoim czynie może jedynie zostać najemnikiem swego ojca. Gotów jest przyjąć ten wstyd i upokorzenie, zdając sobie sprawę, że w myśl ścisłej sprawiedliwości nie zasługuje na nic więcej.

Tymczasem ojciec marnotrawnego syna jest wierny miłości do swego dziecka. Wierność ta wyraża się nie tylko w natychmiastowej gotowości przyjęcia go do domu, ale także w eksplozji radości, kiedy wzruszony wybiega naprzeciw syna, rzuca mu się na szyję i całuje go (por. Łk 15, 20). U podstaw tego wzruszenia i radości leży świadomość ojca, że ocalone zostało człowieczeństwo jego dziecka, co więcej, zostało ono niejako odnalezione na nowo, czego wyrazem są słowa, skierowane do starszego syna (por. Łk 15, 32)[2].

Tak więc Miłosierdzie Boga, przedstawione przez Chrystusa w omawianej przypowieści, ma kształt miłości przekraczającej ścisłą miarę sprawiedliwości. Miłosierna Miłość pochyla się nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, przy czym ten, kto doznaje miłosierdzia, nie czuje się odepchnięty, ale odnaleziony, niejako „dowartościowany?”. Co więcej, relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest jemu właściwa[3].

Człowiek nigdy nie przestanie być umiłowanym dzieckiem Boga, dlatego Bóg, będąc wierny w Swej ojcowskiej miłości, zawsze czeka na nawrócenie tych, których kocha.

Chrystus, objawiając w Swym nauczaniu miłosierną miłość Boga, stawia równocześnie wymaganie, aby człowiek w swoim życiu kierował się miłością i miłosierdziem wobec innych. W nauczaniu Jezusa dwa przykazania miłości Boga i bliźniego są głęboko ze sobą związane i wzajemnie się przenikają (por. Mt 22, 36-40). Oznacza to, że bez miłości bliźniego nie jest możliwa prawdziwa miłość Boga. Prawda ta jest wspaniale i jednoznacznie ujęta w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10, 30-37). Poprzez jej treść Chrystus nadaje nowe znaczenie pojęciu „bliźni”. Jest nim nie tylko brat, krewny, czy też człowiek tego samego narodu, lecz także obcy, a nawet nieprzyjaciel. Wynika to z faktu, iż każdy człowiek – także ten najbiedniejszy i najnędzniejszy – jest żywym obrazem Boga, Jego przybranym synem (por. 1J 4, 4). Odrzucić człowieka – znaczy odrzucić Boga, który ogarnia wszystkich ludzi jednakową miłością, czyniąc z nich braci.

Skoro Bóg nie ma względu na osoby (por. Dz 10, 34), człowiek nie może ograniczać swej miłości do określonej kategorii osób. Prawdziwa miłość to dar, ale i zadanie. Wymaga ona zmiany mentalności, głębokiego nawrócenia i powierzenia się Bogu – doskonałej Miłości. Tylko wtedy człowiek jest w stanie okazywać miłosierdzie ludziom, którzy na to nie zasługują. Nawet wróg przestaje być wrogiem dla tego, kto ma obowiązek go kochać i czynić mu dobro[4]. Postawa miłości, która „nie pamięta złego” (por. 1 Kor 13, 5), otwiera drogę do szczęścia Królestwa Bożego, gdyż szczęśliwi są miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (por. Mt 5, 7).

Wzajemną miłość Trójcy Świętej oraz zdolność do obdarowania tą miłością ludzi szczególnie wyraziście ukazuje Ewangelia św. Jana. Bóg Ojciec objawia Swą miłość przez to, że wszystko dał Synowi (por. J 3, 35). Chrystus ukazuje ludziom Miłość Bożą jako wolę i pragnienie zbawienia każdego człowieka (por. J 17, 24). W sposób wolny Miłość ta daje się ludziom w Osobie Syna, który, miłując Ojca, kocha wszystkich ludzi, wypełniając z całkowitym posłuszeństwem Jego zbawczy plan.

Jak Ojciec i Syn umiłowali ludzi, tak również chrześcijanin wezwany jest do obdarzania swego brata miłością, jaką ma Syn i Ojciec (por.1J  3, 14).

Miłość Syna do Ojca i do ludzi promieniuje ze słów Jezusa, wypowiedzianych do uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy (por. J 15, 9-10). Słowa te są głębokim wyznaniem miłości do człowieka, ale także testamentem Chrystusa skierowanym do Swych umiłowanych, aby przez jego wypełnianie mieli życie – i mieli je w obfitości (por.  J 10, 10).

Na początku Swojej działalności Jezus powołał się na proroctwo Izajasza (por. Łk 4, 18). Stało się ono Jego pierwszą mesjańską deklaracją. Jezus nadaje tym samym ostateczne znaczenie starotestamentalnej tradycji Miłosierdzia Bożego. Nie tylko jednak mówi o nim, lecz Sam je wciela i uosabia (por. Dz 10, 38), stając się w sposób szczególny przejrzystym znakiem Boga – Miłości wobec cierpiących, pokrzywdzonych, ubogich, pogrążonych w fizycznej i moralnej nędzy. W postępowaniu Jezusa przejawia się miłość, przebaczająca i uzdrawiająca tych, którzy w oczach ludzi zasługiwali na wykluczenie z Królestwa Bożego.

Jednym z nich był Mateusz, należący do klasy celników – poborców podatków publicznych, których lud nienawidził i unikał. Jezus, zobaczywszy go, siedzącego w komorze celnej, wezwał go, aby poszedł za Nim (por. Mt 9, 9). Chrystus objawia się tutaj jako Zbawiciel – szuka ludzi uwikłanych w grzech i obdarza ich łaską Swej miłości.

Podobnie ma się rzecz z Zacheuszem, jednym z najbogatszych i bardziej znanych celników, wzbogacającym się na pieniądzach wyłudzonych od ludu.  Jezus znał go bardzo dobrze, a jednak nie pogardził nim, lecz zawołał po imieniu jak przyjaciela, chcąc zatrzymać się w jego domu. Zacheusz, poruszony do głębi postawą Chrystusa i oświecony Jego łaską, przyjął Go rozradowany (por. Łk 19, 6). Od tego momentu zbawienie stało się jego udziałem. Wystarczyła obecność i dobroć Pana, który w Swoim nieskończonym miłosierdziu nie tylko obdarza człowieka łaską przebaczenia, lecz ofiaruje mu swoją przyjaźń, zapraszając do zjednoczenia z Sobą.

Obraz niepojętego miłosierdzia przedstawiony jest także w ewangelicznej scenie spotkania z cudzołożnicą, która według Prawa Mojżeszowego zasługiwała na ukamienowanie (por. J 8, 8-11). Jezus jednak nie ogłasza wyroku, lecz przebacza jej wszystkie grzechy i obdarza łaską czystej miłości.

W aktach przebaczającej miłości Jezusa urzeczywistnia się Boska wola zbawienia człowieka w Chrystusie i przez Chrystusa. Rzeczą najbardziej istotną w tej ekonomii zbawienia jest konieczność pokornego uznania swej grzeszności wobec Zbawiciela i miłowanie całą duszą Tego, który przychodzi do ludzi jako Przedwieczna Wola miłości i duchowego uzdrowienia. Uczy tego sam Jezus, gdy spożywając posiłek razem z faryzeuszami, przyjmuje od jawnogrzesznicy gesty miłości i szczerego żalu. Chrystus nie potępia jej, lecz z sercem przepełnionym litością odpuszcza liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała (por. Łk 7, 47)[5].

Miłosierna Miłość Jezusa, pragnienie wyzwolenia człowieka z sideł zła, jest głównym motywem cudów i znaków, będących objawieniem Bożej wszechmocy i zbawczej mocy Syna Człowieczego. Uwalniając człowieka od choroby fizycznej, zwycięża tym samym szatana i grzech, będący przyczyną wszelkiego rodzaju cierpienia.

W sposób szczególnie wyrazisty zaznacza się to w przypadku paralityka z Kafarnaum, którego z powodu tłumu spuszczono przez dach do stóp Jezusa. Pierwszy cud, jaki dokonuje się w samym człowieku, to uwolnienie go od ciężaru win. Uzdrowienie fizyczne jest tylko potwierdzeniem zbawczej mocy odpuszczania grzechów.

Cud uzdrowienia stanowi zewnętrzny znak wyzwolenia od zła duchowego, wyrażając równocześnie wspaniałomyślność Bożego przebaczenia. Pan bowiem nie tylko gładzi grzechy człowieka, lecz w cudowny sposób darzy go dobrodziejstwem.

W tym kontekście należy spojrzeć na kategorię cudów Jezusa, jaką stanowi wypędzanie złych duchów. Warto przytoczyć tutaj postać opętanego Gerazeńczyka (por. Mk 5, 1-20) czy chłopca chorego na epilepsję (por. Mk 9, 14-29). Siły zła, które mieszkają w człowieku, opanowują jego świadomość i wszystkie władze. Jezus jednak, będąc Synem Boga Najwyższego, odnosi zwycięstwo nad szatanem; wyzwala człowieka od tkwiącego w nim zła, a tym samym od jego skutków.

Chrystus, będący objawieniem wszechmocy doskonałej Miłości, nie tylko tą miłością uzdrawia, ale również odnosi zwycięstwo nad śmiercią, która jest dramatyczną konsekwencją grzechu. Wystarczy przypomnieć wydarzenie, związane z wskrzeszeniem Łazarza (por. J, 11, 1-44). Ma ono tym bardziej doniosłe znaczenie, że dotyczyło umarłego od czterech dni spoczywającego w grobie. Co więcej, wskrzeszeniu towarzyszyły słowa i czyny, będące szczególnym znakiem mesjańskiej mocy Zbawiciela. Powstanie z martwych Łazarza miało uwielbić Jezusa jako „Zmartwychwstanie i Życie”, pogłębiając jednocześnie wiarę każdego, kto uwierzył i wzbudzając ją u tego, kto nie wierzył (por. J 11, 42).

Doniosłość wydarzenia, opisanego w Ewangelii św. Jana ma swe źródło w fakcie, iż stanowi ono jakby zapowiedź Chrystusowego Krzyża i Zmartwychwstania, w którym dokonuje się ostateczne zwycięstwo nad grzechem i śmiercią (por. J 11, 49-53).

W tych i wielu innych cudach Chrystusa, zapisanych na kartach Ewangelii, wyraża się miłość Boga do człowieka, nade wszystko do tego, który cierpi. Mają one swe źródło w miłującym Sercu Boga, będącym zarazem żywym, pulsującym sercem Człowieka (por. Mk 1, 41; 5, 43).

Cuda Jezusa objawiają wszechmoc Syna Bożego, ale także ukazują Jego prostotę, współczucie i delikatność wobec cierpiących, którym nigdy nie odmawia swej dobroci[6].

Tak więc obecność i działanie Chrystusa w świecie służą objawieniu miłosiernej Miłości Ojca, przezwyciężającej wszelkie zło. Nieskończoność istnienia Boga jest także nieskończonością Miłości. Wpisuje Ona w ekonomię zbawienia człowieka największy ze wszystkich cudów: śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego[7].

Posłannictwo Jezusa i Jego działalność wśród ludzi ma swój finał w Krzyżu i Zmartwychwstaniu. Dramatyczne wydarzenia Wielkiego Tygodnia odsłaniają głębię miłości Boga, która nie cofa się przed wstrząsającą ofiarą Syna. Dzięki temu człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Ojca, a zarazem zraniony przez grzech, mógł dostąpić łaski i chwały swego pierwotnego przeznaczenia.

Chrystus, który nigdy nie opuścił człowieka potrzebującego i cierpiącego (por. Dz 10, 38), w chwilach straszliwej męki Sam niejako potrzebuje miłosierdzia od człowieka. Nie doznaje go jednak od tych, nad którymi pochylał się z miłością i współczuciem.

Przygnieciony fizycznym i duchowym cierpieniem, Jezus zwraca się w Ogrójcu i na Kalwarii do Ojca, Który nie oszczędził własnego Syna, ale Go wydał za wszystkich ludzi (por. Rz 8, 32). Znajduje tu wyraz absolutna sprawiedliwość na miarę Boga – rodzi się ona z miłości i w miłości ma swe dopełnienie.

Krzyż Chrystusa wyłania się z samego serca miłości Boga do człowieka, nie tylko stwarzającej w nim dobro, ale doprowadzającej go do uczestnictwa w życiu Trójcy Świętej. Tak zatem Bóg, który miłuje, pragnie obdarzać Sobą[8]. Moc tej miłości czyni Jezusowy Krzyż najgłębszym źródłem życia. Tutaj bierze początek wiara, pojednanie z Bogiem, siła moralna przebaczenia grzechów, zmartwychwstanie Chrystusowe i zmartwychwstanie człowieka[9].

Męka i śmierć Chrystusa stanowią więc najpełniejsze świadectwo o Bogu Ojcu, bezwzględnie wiernym Swojej miłości do człowieka.

Syn Boży – cierpiący, ukrzyżowany, a wreszcie otoczony chwałą w momencie Zmartwychwstania, objawia miłość potężniejszą od wszelkiego zła, w które uwikłana jest ludzkość i świat. Krzyż Chrystusa niejako ?dotyka? najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka. Nade wszystko jest on radykalnym objawieniem miłosierdzia, czyli miłości wychodzącej na spotkanie tego, co stanowi sam korzeń zła w dziejach ludzkości: na spotkanie grzechu i śmierci. W Zmartwychwstaniu Chrystusa odsłania się miłosierna miłość Boga właśnie przez to, że jako drogę do Zmartwychwstania przyjął On na Siebie cierpienie i śmierć. Dlatego też wiara i nadzieja człowieka koncentrują się na Zmartwychwstałym, który, wskrzeszony z martwych mocą Ducha Ożywiciela, pokonał śmierć, będącą skutkiem grzechu.

Prawda o Jezusie Chrystusie jako Synu posłanym przez Ojca dla zbawienia i wyzwolenia człowieka od zła, stanowi centralną treść Dobrej Nowiny. Przyjmując naturę ludzką, Chrystus jest Wcieleniem miłości, obejmującej przede wszystkim cierpiących, pokrzywdzonych i grzesznych. Stając się wzorem miłosiernej miłości, ogołocił samego Siebie, przyjąwszy postać sługi. Mocą posłuszeństwa aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej, przywrócił człowieka do życia w łasce (por. Flp 2, 7-8).

To życie w Duchu Świętym czyni ludzi podobnymi do Chrystusa, bowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi (por. Rz 8, 14).

Skoro więc człowiek jest bratem Jezusa w miłości Ojca, tylko Chrystus może być ostateczną odpowiedzią na pytanie – kim naprawdę jest człowiek.

s. Maria Ściegienna SBO

[1] RH 9.

[2] J. Cambier, X. Leon-Dufour. Miłosierdzie. W : STB s. 482n.

[3] DiM 6.

[4] EV 41.

[5] J. Cambier, X. Leon-Dufour, jw. s. 482.

[6] P. Ternant. Cud. W : STB s. 162-170.

[7] C. Wiener. Miłość. W: STB s. 484-491.

[8] DiM 7.

[9] Paweł VI. Chrystus a człowiek współczesny. Poznań 1971 s. 209. W: M.  Majewski. Spotkanie człowieka z

Bogiem w Chrystusie. Lublin 1984 s. 77.

Dodaj do zakładek permalink.

Komentarze są wyłączone.